10 paź 2025

Jest Wojna. Odwiedziny Izraela?

Podążając w kierunku Kotelu (tzw. Ściany Płaczu) w ten świąteczny czas Sukkot i szabatu nagle, tuż przy wejściu do Starego Miasta, zatrzymał nas mężczyzna, w wieku około pięćdziesiątki, mówiący po polsku. Usłyszał jak rozmawialiśmy między sobą i naturalnie zorientował się z jakiego kraju przyjechaliśmy. Rzadko spotyka obecnie Polaków i był zainteresowany naszą motywacją na pobyt w Izraelu. Pozytywnie zdziwił się słysząc o naszej pracy w Fundacji i chęci pomocy w aliji. Kilka lat temu sam wyemigrował z Polski do Izraela i pomimo obecnej tam wojny konkludował: „Była to bardzo dobra i ważna decyzja, szczególnie w świetle tego co wydarza się obecnie na świecie. Izrael stał się dla mnie DOMEM. Dobrze się tutaj czuję, ma przyjaciół, pracę, słońce na większość dni roku…😊.” „Nie było łatwo, ale krok warty zrobienia”- kontynuował. W Polsce był dyrektorem szkoły. W Izraelu przekwalifikował się i pracuje w zupełnie innym departamencie życia kraju, pomimo próśb rządu o wsparcie szeregów nauczycieli izraelskich.

Jak do tej pory alija z Polski to kilka do kilkudziesięciu osób rocznie. W porównaniu z Ukrainą czy Francją to niedużo. W ostatnich latach zauważa się jednak zwiększone zainteresowanie ‘POWROTEM DO DOMU”, choć dla wielu osób nadal warunki pracy (m.in. konieczność nauki zupełnie nowego języka oraz zdobycie potwierdzeń kwalifikacji zawodowych), jak również pokój panujący w Polsce, są faktorem decydującym na ten moment na „nie” dla aliji.

Spotykając wiele rodzin z żydowskimi korzeniami lub też w procesie odkrywania tych korzeni w Polsce w pracy naszej Fundacji zauważamy jak bardzo zdziwieni są oni naszymi częstym podróżami, nawet po wybuchu wojny, a w latach 2023/2025 wydłużonymi pobytami w Izraelu.

„Przecież jest wojna?? Po co tam jeździcie? Czy nie obawiacie się o swoje życie?” to częste pytania do nas tutaj w Polsce.

A my odpowiadamy:

„Tak, byliśmy w Izraelu, gdy zaczęła się wojna w październiku 2023 roku. W naszym, wtedy dość małym mieszkanku-domku, przebywało nagle z nami 13 osób. To Polacy, których wojna zastała w Izraelu. Gdyby nie konieczność lotu do Polski z jedną z młodych rodzin, która z nami była najdłużej po wydarzeniach października 2023, to pewnie zostalibyśmy jeszcze trochę.”

„Najbardziej zaskakujące dla nas było to, że w czasie, gdy usłyszeliśmy pierwsze rakiety lecące w pobliżu, dzwonili do nas zaniepokojeni Ci, którzy mieszkają tam najkrócej - Olimowie, którzy wyjechali z wojny na Wschodzie do Polski, a następnie udali się do Izraela. Martwili się nie o siebie, ale o nas!! Oferowali przyjechanie po nas i pobyt w ich domu. Choć nie musieliśmy z tego korzystać, to ich troskliwość bardzo dotykała naszych serc.”

„ W czasie kolejnych wizyt jeździliśmy by być z rodzinami, które znamy – tymi co są już dłużej i tymi co są krócej w Izraelu. Zapraszaliśmy ich też do nas. Chcieliśmy wiedzieć jak się mają? Co ich obecnie smuci? Co ich cieszy? Czego potrzebują, a najważniejsze, pokazać im, że nie są SAMI.”

„Słowa dla nas były nie wystarczające. Pragnęliśmy z nimi być. Odwiedzać tych co musieli na kilka miesięcy lub nawet okres dwóch lat opuścić swoje domostwa, ze względu na zagrożenie na danym obszarze. Gdy była też możliwość, chcieliśmy pomóc i być zachętą w ich codziennych zmaganiach, stawianiu czoła lękom o tych będących w wojsku i na linii frontu, o rodziny, możliwość utraty pracy, itp. ….”

W tych wszystkich zawirowaniach wojennych to, co chyba najbardziej dziwiło nas i później naszych rozmówców już w Polsce, to obserwacja poziomu chęci życia i radości wśród Izraelczyków w tym tak trudnym dla całego narodu czasie. Pomimo wojny cieszyli się z tego co ważne na DZIŚ: kraju, rodziny, przyjaciół, i ŻYCIA!! - To co jest tam tak cenione i celebrowane, a często umyka nam w Polsce w rutynie oraz zabieganiu wśród codziennych obowiązków oraz ‘normalności’ życia.

Stół na sukkot.

Październik to też czas ponownego  świętowania. Tym razem Święta Sukkot. Pomimo wojny, na ulicach oraz w „sukkach” – specjalnych namiotach ustawionych nie tylko przy domach i na tarasach, lecz przy każdej kafejce, restauracji, miejscu, gdzie zazwyczaj zbierają się znajomi, widzieliśmy spore tłumy. Mnóstwo spotkań, tańca, wspólnych śpiewów i modlitw. Chyba nawet więcej niż zwykle. Radość ze wspólnoty, choć często też wyrażany smutek i pytanie: „Ile to jeszcze będzie trwało?” Czuło się Jedność. Zrozumienie czasu. Wspólne posiłki, spacery i nie kończące się rozmowy, miały dać nadzieję i ‘zagłuszyć’ lęk tego co niewiadome w pytaniach o przyszłość.

Żołnieże w Sukkot.

Chyba też bardziej niż zwykle, i nie tylko podczas świąt, obserwowaliśmy tłumnie odwiedzane synagogi i Kotel. Słychać wołanie do Adonai o interwencję i zakończenie wojny. Każdego też tygodnia, pod Ścianą Płaczu zaprzysiężenie kolejnego plutonu nowicjuszy rozpoczynających służbę wojskową. Zjeżdżają się wtedy do Yerushalaim pod Kotel też rodziny żołnierzy. Po ceremonii zaprzysiężenia urządzają w gronie najbliższych małe ‘party’. Chcą chwilę dłużej spędzić wspólnie przy małym posiłku przed wyjazdem do różnych zakątków kraju, gdzie odbywają służbę lub też mieszkają.

Nie dało się w naszych rozmowach z Polskimi Rodakami nie wspomnieć o tym co wydaje się być  ‘wisienką na torcie’ radości Izraelczyków. Są to uroczystości ślubne oraz zaręczyny!! Ze względu na klimat kraju oraz sposób świętowania tych okazji widzi się i słyszy tego sporo na ulicach miast i miasteczek. Pomimo tak różnych zmian w kraju, gdzie wiele młodych ludzi odbywa służbę wojską, mimo zmagań z zatrudnieniem, opłatami, sytuacją mieszkaniową młodych….to wydaje się, że rodzina staje się jeszcze bardziej bastionem wsparcia i nadziei. W jednym z naszych ulubionych miejsc w Yerushalaim, gdzie siadamy na ławeczce patrząc na stare mury tego szczególnego miasta, często zdarza się, że w perspektywie naszego wzroku, na dużym otaczającym nas tarasie nagle pojawiają się: czerwony dywan, podświetlone ogromne serce, kwiaty, muzyka, i tym samym narzeczony zaskakuje swoją przyszłą pannę młodą prosząc ją tam o rękę. Jest kilka takich miejsc w tym mieście. Kochamy patrzeć na to totalne zaskoczenie i radość przyszłej panny młodej, po którym wspólnie z innymi gośćmi zaproszonymi na tę też uroczystość krzyczymy ( bo Izraelczycy to głośny naród😊):  „MAZAL TOV!”, czyli: „Gratulacje! Wszystkiego najlepszego! Powodzenia!”

Zaręczyny podczas Sukkot.

Oczywiście odpowiedzi na pytania Polaków znów nakierowałam na radość – SIMKHA (najczęściej pisana „Simcha” po hebrajsku), bo jakby inaczej….

Nie da się jednak pominąć też innych aspektów, o który jesteśmy pytani, w kontekście naszych wizyt w Izraelu. Tych trudniejszych i ważnych. Jednym z nich to: „Bezpieczeństwo i nasze poczucie bezpieczeństwa podczas odwiedzin ”.

Może to trochę dziwnie zabrzmi, ale wspólnie możemy powiedzieć jedno: „Czujemy się tam bezpieczniej niż w Polsce”. Społeczeństwo i armia jest przygotowana do działań wojennych, a informacja o atakach bardzo szybko dociera do mieszkańców Izraela. Każdy obywatel jest informowany poprzez wiadomości na telefonie gdzie ma dotrzeć atak i jak mają się zachowywać mieszkańcy.

Oczywiście są też nagłe sytuacje, planowane przez terrorystów…. Wiele z nich jest wyłapywana już wcześniej i zapobiegano przez  aparat wojskowy i policyjny baczących nad bezpieczeństwem kraju. Jak wiemy - nie wszystkie. Bolesne straty dotykały i dotykają wielu. Teraz jakby mniej, lecz pojawiło się widmo kolejnej fali wojny. Ci, którzy ginęli to często ludzie w kwiecie wieku i niejednokrotnie niewinni przechodnie: dzieci, ciężarne, starsi … Trauma tych wydarzeń tkwi w sercach tak wielu.

Trzeba też uważać, by nie wjechać do miejscowości ‘pod innym panowaniem’. Czasami się to zdarza, lecz ogólna wiedza pozwala unikać tych miejsc, a gdy to przypadkowo się zdarzy policja pomaga w wydostaniu się do miejsc bezpieczniejszych.

I jeszcze jedna obserwacja w kwestii bezpieczeństwa - Pochodzi z naszych podróży świetnie funkcjonującą siecią kolei izraelskiej, zaopatrzonej w nowoczesne pociągi, wspomagające w niesamowity sposób przejazdy z miejsca na miejsce w tym dość niewielkim kraju. Zaobserwowaliśmy coś nowego w tych podróżach. Przed początkiem wojny widywało się zazwyczaj w wagonach ruszających pociągów indywidualne osoby, wyciągające swoje modlitewniki i szeptem wypowiadające modlitwy. Teraz natomiast prawie zawsze byliśmy świadkami gromadzenia się co najmniej 10-ciu mężczyzn, którzy stając w okręgu na korytarzu, modlili się. Każdy z nich z ciut innego ‘odcienia’ judaizmu. Byli też  żołnierze, Żydzi religijni, niereligijni, kto tylko chciał i potrafił odczytać modlitwę po hebrajsku. Niektóre z kobiet czasami też z modlitewnikami na swoich miejscach wtórowały im w tym wołaniu i dziękczynieniu do Adonai. To dotykało naszych serc, ta jedność, ten wspólny głos w miejscu publicznym, widocznym dla wszystkich, a przede wszystkim dla tego, do którego te modlitwy są kierowane… i to poczucie shalom (pokoju i harmonii) w tym wszystkim.

Oczywiście kolej jest dobrze monitorowana i każde „ inne ‘ zachowanie podróżujących zauważone.

Modlitwy, wspólny śpiew to też zachowania, gdy jest konieczność bycia jakiś też czas w schronie, bo takie sytuacje towarzyszyły wielu naszym przyjaciołom. Oczywiście nie wszędzie. Był i jest zupełnie zrozumiały lęk, ataki paniki, papieros za papierosem i oczekiwanie na to co się wydarzy. Jest też czas na wysłuchanie tego co najbardziej przeraża i z czym nie można sobie poradzić, bo każda z opowieści i sytuacji jest inna i bardzo osobista. Wtedy, jak relacjonowali znajomi, przytulenie, wspólne łzy i powiedzenie: „ jesteśmy razem”, w schronie bardzo pomaga.

W trakcie rozpoczęcia wojny mieszkaliśmy z mężem w starszej dzielnicy i schron znajdował się zbyt daleko, by biec w momencie wyjącej syreny. Pozostawał spokój, modlitwa i oczekiwanie aż atak przejdzie. Tylko raz czy dwa na tyle były odczuwalne wibracje spadających rakiet, wyłapywanych przez armię, że ‘przykleiłam się do podłogi’ przy moim łóżku.  Innym razem po prostu siadaliśmy i modląc się Psalmami czekaliśmy co się wydarzy. I było ok. Nie było lęku. Było nieprzyjemnie, ale nie wyobrażamy sobie po prostu tam nie być!

Izraelczycy często potarzają: „Przyzwyczailiśmy się, że jest wojna.”

Może przytoczę tutaj też jedną z historii, która opowiadała mi moja znajoma:

„W ich miasteczku słychać było nagle syreny i wiadomo było, że każdy miał się przygotować na atak rakietowy. Był to czas zwiększonych ataków. Większość z rakiet była wyłapywana przez kopułę, ale nie wszystkie. Były też ofiary. W momencie jednego z ataków rakietowych moja kilkuletnia córeczka była w przedszkolu. Choć zawodowo pracuję w wojskowych służbach specjalnych, musiałam zostać w miejscu gdzie byłam, nie mogąc dotrzeć do swojego dziecka. Było to dla mnie jedno z najtrudniejszych doświadczeń. Gdy już mogłam podjechać do przedszkola, uściskałam moje dziecko i wzięłam duży oddech. Wiedziałam, że jest ok. Wtedy też jej nauczycielka podeszła do mnie i z uśmiechem poinformowała mnie, iż prosi o moją zgodę, aby córeczka w kolejnych dniach nauczyła resztę dzieci piosenki, którą nuciła leżąc na podłodze w czasie nalotu. Słowa piosenki wprowadziły ogromny shalom zarówno w kadrę pedagogiczną, jak i dzieci będące obok….bo mówiły o shalom i o tym, że nie są sami.”

Jak to wszystko ma się do nastrojów w Europie i świecie, oraz do chęci wyjazdów do Izraela, pomimo niekończących się działań wojennych?

Dwa ostatnie lata pokazały drastyczne zmiany oraz wzrost negatywnych zachowań społecznych na całym świecie, przypominjących jakby lata z poprzedniego stulecia. Na szczęście Polska nadal wydaje się w dużym stopniu być bardziej z boku tych nieprzyjemnych incydentów, i oby tak zostało!!

Czy sytuacja w Europie i na świecie wpłynie jednak na chęć powrotu do ZIEMI OJCÓW niektórych też i stąd, gdzie jesteśmy, oraz konieczność pochylenia się nad pytaniami dotyczącymi aliji!!???

Zobaczymy wkrótce.

Tło Blog
Jest Wojna. Odwiedziny Izraela?

Partnerzy

Partnerzy