23 lut 2026
Rozmowa Telefoniczna
Rozmawiając telefonicznie z osobą, która cztery lata temu przyjechała do Polski by organizować i koordynować wspólnie z nami i polskim Sohnutem bazę dla osób pochodzenia żydowskiego uciekających przed działaniami wojennymi rozpoczętymi tak nagle na Ukrainie, zauważyliśmy, że jest to dzień, w którym cztery lata temu, w Warszawie, stanęliśmy po raz pierwszy ramię w ramię pomagając osobom z Ukrainy o żydowskim pochodzeniu - był to początek wojny. Najpierw przyjechało 12 Uchodźców dwoma samochodami. Później już duże grupy autobusami z granicy polsko-ukraińskiej były kierowane do Warszawy, gdzie czekały na nich miejsca w hotelach oraz pomoc w załatwianiu dokumentów emigracyjnych. Uchodźcy ukraińscy byli totalnie zagubieni. Dla nas ten poziom pracy był również nowy. Przyjeżdżały spore grupy i każda rodzina oraz osoba indywidualna miała inne potrzeby, inne zapatrywania na przyszłość i to jak chcą to osiągnąć. Były to głównie kobiety oraz dzieci i starsi. Na początek była konieczna zachęta i przytulenie, jak również wskazówki gdzie mają noclegi i posiłki, oraz co mają robić dalej, gdy już uda im się ciut odpocząć. Następnie tłumaczyliśmy jak będzie wyglądała pomoc w załatwianiu dokumentów do podróży dla nich oraz zwierząt z nimi jadących, kapci, walizek, ubrań na zmianę i piżam na nocną porę, gdyż uciekali oni najczęściej w ciepłych butach, z podstawowymi przedmiotami umieszczonymi w pośpiechu w foliowych torbach. Część z nich potrzebowała również pomocy medycznej, leków, wsparcia stomatologów. Nasza znajomość języka polskiego i rosyjskiego, oraz placówek medycznych bardzo się wtedy przydawała.
Organizacja Sohnut niezwykle sprawnie przygotowywała dokumenty oraz transport do kraju ich nowego zamieszkania. My zajmowaliśmy się pomocą humanitarną (nigdy nie widziałam tak długiego paragonu na skarpetki dla nowych Podopiecznych😊!!), pomocą w załatwianiu dokumentów ze strony polskiej, transportem oraz organizacją pomocy medycznej i stomatologicznej, itd. Naszym zadaniem było też zorganizowanie transportu z granicy do Warszawy, oraz kilka indywidualnych wyjazdów na teranie Polski.

Próbowaliśmy również oderwać osoby z Ukrainy od myślenia o traumach, które przechodzili, zabierając ich do warszawskich parków, na lody, dając możliwość obejrzenia muzeów, wystaw, sklepów…lub świętując wspólnie.

Niektóre z osób, które przyjeżdżały, przewidywały już wcześniej możliwość wybuchu wojny, jednak nikt nie chciał wierzyć docierającym do nich informacjom i swoim odczuciom w tej kwestii. W miarę rozwoju działań wojennych, ogromna większość Uchodźców decydowała się na wyjazd nie tylko do Polski, ale emigrację do kraju swoich Przodków.
Wspominając spotkania po wybuchu wojny, w rozmowach z nimi słychać było ogromną niepewność tego co spotka ich w Polsce, a późnej w Izraelu. Wydawało nam się, że martwili się o sprawy dość błahe w porównaniu z możliwością przebywania w bezpiecznym miejscu w czasie wojny i bycia ze swoimi. Oni jednak myśleli o zostawionych kwiatach na balkonach czy też ogrodach na daczach, o tym czy znajdą nowych sąsiadów, znane sobie produkty do przyrządzania ulubionych potraw, czy przywykną do nowej codzienności. Mało osób znało realia życia w Izraelu. Tylko niektórzy mieli tam już swoje rodziny czy przyjaciół. Towarzyszył im wtedy spory lęk, smutek straty i niepewności jutra. Zresztą tym, którzy tutaj jeszcze są z nami nadal towarzyszą te odczucia.
Jednak ekipa JA, rabini oraz Fundacje zaangażowane w pomoc pracowały sprawnie by jak najszybciej umożliwić lot do Ziemi Erec Izrael.
Pamiętam kilka kobiet, które nie chciały jechać w tamtym kierunku. Były łzy, długie rozmowy, mnóstwo pytań. Rozmawialiśmy, mówiliśmy o naszych też wizytach w Izraelu i czego tam doświadczaliśmy. Często następowały zmiany decyzji. Nie mieli wtedy dużo czasu na zastanawianie się.
Przykładem może być jedna Pani, która przyszła do mnie i z walizką w ręku, kierując się do autobusu na lotnisko powiedziała:
„Patrz, ja się już uśmiecham. Jadę do Izraela. Dziękuję.” Wcześniej, podczas kilku dni i nocy płakała, martwiła się – Jak to będzie? Jak da sobie radę bez rodziny, którą zostawiła na Ukrainie?

Każdy okazywał nam wszystkim ogrom wdzięczności za pomoc i bycie z nimi w tym trudnym czasie! Piękni ludzie.
Nasza Fundacja była powiadomiona natychmiast o potrzebie bazy hotelowej. Dwa i pół roku, nieustannie witaliśmy i pomagaliśmy w wyjeździe do Izraela prawie 10 tysiącom osób, wspólnie z cudownymi ludźmi, wolontariuszami z Sohnutu - Ukraina, którzy przyjechali by wesprzeć emigrujących.
Obecnie w Polsce jest jeszcze kilkadziesiąt rodzin, które cały ten czas czekają na pomoc w odnalezieniu dokumentów rodzinnych. Nie poddajemy się i widzimy przełomy. Choć jeszcze sporo mamy do zrobienia to mamy nadzieję, że niedługo nasi Podopieczni pojadą do Izraela! Potrzebujemy w tym też również wsparcia ze strony Państwa! Dziękujemy.

W początkowych miesiącach wojny na Ukrainie, w czasie mojego krótkiego pobytu w Izraelu, spotkałam pod Kotelem młodą osobę, która podeszła do mnie i zapytała:
„Czy Ty jesteś Anna z Polski?”
Patrzyłam na nią i zdałam sobie sprawę, że tak pamiętam tę piękną twarz i jej rodziców, bo wspólnie spędziliśmy szabat, tuż po ich przyjeździe do Warszawy. Mieliśmy wtedy tylko trzy godziny na zorganizowanie rzeczy potrzebnych do szabatu dla dość sporej grupy. W okolicznych sklepach znaleźliśmy dużą ilość świec, lecz nawet nie zauważyliśmy, że były one w kolorach flag narodów uczestniczących w tamtym szabacie: Izraela, Ukrainy i Polski. Dopiero, gdy stanęliśmy wokoło sporego stołu, na którym były rozstawione świece, przyszło wzruszenie i niedowierzanie. Po odmówieniu przez kobiety modlitwy usłyszeliśmy:
„Tym razem jest inaczej niż we wrześniu 39!”- zaczęła jedna z nich.
„Był wtedy 1-wszy września, również bardzo słoneczny dzień.” Nawiązywały kontynuując smutnym głosem do początku wojny i później Holocaustu.
„Tym razem nasz przyjazd nie jest na śmierć Żydom w Polsce, ale na ratowanie życia!”
Z naszych oczu popłynęły łzy…..zaniemówiliśmy.
Tak, pod Ścianą Płaczu ponownie spotkałam jedną z kobiet z tego pamiętnego szabatu.
Młoda osoba pod Kotelem kontynuowała:
„Jesteśmy tutaj szczęśliwi. Ja rozpoczynam niedługo studia. Rodzice się zadomowili. Jest im dobrze. Dziękujemy.”
Uściskałyśmy się serdecznie. Tak bardzo potrzebowałam to wtedy usłyszeć! Były osoby, które próbowały czas od czasu kwestionować trud naszej pomocy przy emigracji do Izraela pytając nas: „ A jak im tam będzie?” „Przecież jest tam trudny, inny język. Zupełnie nikogo nie znają. Bardzo cięzki do zniesienia klimat……!!!???”…
To były tylko próby zagłuszania tego co było dla nas i Olimów najważniejsze: możliwości nowego startu z ludźmi, którzy są z twojego narodu i w kraju, który jest też twoją ojczyzną.
Zdajemy sobie sprawę, że proces aliji jest bardzo trudny i wymaga wysiłku, motywacji i zaparcia się siebie. Z tylu świadectw tych co się tam już osiedlili jednak wiemy, że warto dojść do celu i cieszyć się tym co NOWE, a jednocześnie tak bliskie.



Blog


